nawet o tym nie wspominaj

Nawet o tym nie wspominaj – Estelle Maskame, #CZYTAJNIK# cz. 117

Nawet o tym nie wspominaj to kolejna część traktująca o losach Eden i Tylera.  Zapraszam na recenzję czwartej części cyklu Dimily

Estelle Maskame – Nawet o tym nie wspominaj

Wydawnictwo: Feeria Young, 2018

Liczba stron: 460

Tłumaczenie:
Anna Dobrzańska

Tytuł oryginału: Just Don’t Mention It

Krótko o książce

Tym razem mamy tę samą historię co w pierwszej części, ale opowiedzianą z perspektywy Tylera.

Dowiadujemy się co tak naprawdę wydarzyło się w przeszłości i dlaczego Tyler zachowuje się tak a nie inaczej. Równie dobrze można zacząć czytanie od tej części. Pozwoli to lepiej zrozumieć zachowania chłopaka podczas czytania pierwszego tomu.

Czytaj dalej „Nawet o tym nie wspominaj – Estelle Maskame, #CZYTAJNIK# cz. 117”

Jojo Moyes – Kiedy odszedłeś #CZYTAJNIK# cz. 116

Kiedy odszedłeś to książka, w której znajdziemy ujmujący humor, autentyzm i zapadających w serce bohaterów. Zapraszam na recenzję.

Jojo Moyes – Kiedy odszedłeś

Wydawnictwo: Znak Literanova, 2016

Liczba stron: 496

Tłumaczenie:
Nina Dzierżawska

Tytuł oryginału: After You

Krótko o książce

To druga część o losach Lou Clark. Pierwsza Zanim się pojawiłeś była hitem i bestsellerem. I pierwsza bardzo mi się podobała. Ta już trochę mniej.

poznajemy tutaj dalsze losy Lou, która niekoniecznie wie jak sobie poradzić po stracie Willa. Nie umie poukładać sobie życia, jest rozbita i załamana. Mimo wszystko stara się znajdować nowe powody, dla których warto żyć. Jednym z nich jest Sam, który dodaje trochę życia w tą książkę. Sprawia, że Lou staje się „bardziej normalna” i coś zaczyna się dziać w powieści. Oprócz tego Lou na swojej drodze spotyka jeszcze młodą, zbuntowaną dziewczynę z problemami, która okazuje się być… (sami przeczytajcie kim :)). Dziewczyna ta również trochę pobudza Lou i sprawia, że kobieta odzyskuje chęci do życia.

Czytaj dalej „Jojo Moyes – Kiedy odszedłeś #CZYTAJNIK# cz. 116”

Na szacunek trzeba sobie zasłużyć

Dzisiaj wpis o tym, czy na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Czy szacunek przypadkiem nie należy się każdemu?

Mam teraz bardzo intensywny czas. Układam sobie wszystko po kolei. Ostatnio nie wiedziałam za co się wziąć. Chciałam dobrze a wyszło jak zwykle, czyli więcej problemów niż pożytku. Jakimś cudem znajduję chwilę żeby napisać coś na temat szacunku, ponieważ temat przewija się ostatnio u mnie bardzo często. Zapraszam.

Szacunek

Kiedy człowiek żyje w jakimś środowisku (dom rodzinny) nie dostrzega niektórych rzeczy. Inaczej sprawa się ma kiedy jesteś już na swoim. Nie wiem jak jest u innych, ale ja po kilku latach zmieniłam swoje poglądy i przeszłam trochę na inne tory myślenia. Zajęło mi to sporo czasu, ale na szczęście mój mentor jest cierpliwy i wytrzymuje ze mną, bo jeszcze długa droga mnie czeka w tej materii. I tu zaczyna się problem. Bo nagle z poukładanej dziewczynki, która zawsze miała dla każdego czas i chętnie pomagała zajęłam się swoim życiem. Zaczęłam mieć swoje zdanie – egzekwuje się je ode mnie i wymaga żebym je miała. Chociaż niektórzy uważają, że jestem zmanipulowana. Czas, który mam wykorzystuję inaczej. Zmieniły mi się priorytety. Spojrzałam też krytycznym okiem na zachowanie osób z zewnątrz.  Bo dopóki ja byłam na każde zawołanie i dużo rzeczy potrafiłam zrobić to byłam super. Teraz nagle kiedy patrzę na to żeby w moim domu panował porządek i nie podporządkowuję się pod innych jestem zła.

Problemy

zaczęły się jakoś do początku roku. Pierwsze można nazwać pierdołami, które poszły już w niepamięć. Kolejne ciągną się do dzisiaj. Zaczęło się od tego, że podczas krajowego lockdownu stosowałam się do zaleceń i nie pozwalałam spotykałam się z ludźmi (nawet z rodziną). Tak ustaliłam wspólnie z moją „nową” rodziną, a „stara” rodzina nie potrafiła tego uszanować. Wszystko zostało wytłumaczone, teoretycznie zrozumieli nasz tok myślenia, ale…

No właśnie.

Ale od tamtej pory nie jest normalnie. My jesteśmy dziwni, bo się izolujemy, nie pozwalamy się odwiedzać itp. Nie liczy się to, że dbamy o dobro wspólne i nie chcemy zrobić tego czy tamtego. Druga strona uważa inaczej i są bulwersacje.

Może nasz błąd, że wcześniej daliśmy się tak wykorzystywać. A teraz kiedy nagle się odcinamy i dbamy o nasze dobro to jesteśmy dziwni i źli. Kiedy zaczynamy stawiać warunki i ktoś musi się do nas dostosować to już jest nie tak i lepiej było wcześniej. Owszem było, ale nie można teraz nagle się obrażać i odwracać. Do tego twierdzić, że wszystko jest naszą winą. Ktoś czegoś bardzo chciał, a teraz nagle twierdzi, że nie ma już z tego tytułu radości i zajmuje się sobą. Zapominając o tym, że jest druga osoba, która była ważna przez prawie 29 lat. Teraz kiedy ma swoje poglądy i odmienne zdanie to nagle staje się „inna” i niewarta szacunku.

Gdzie ten szacunek?

Z szacunkiem to jest jeszcze inna historia. Dopiero jak spojrzałam na wszystko krytycznym okiem jako obserwator zauważyłam, że nie jestem szanowana przez własną rodzinę. Tak jak wspominałam miałam wcześniej więcej czasu i spotykałam się z nimi i to było okej. Teraz oni ciągle nie mają czasu, są zapracowani. Jak do nich jedziesz to są w domu i się cieszą. Jak czegoś potrzebują to wiedza gdzie dzwonić. A z drugiej strony żeby dać coś od siebie to już ciężko. Jeszcze wszyscy na około słyszą jaka to ja się dziwna zrobiłam. Nie okazują szacunku dlatego, że nagle częściej muszą sobie radzić sami. Nie okazują szacunku, bo coś jest nie tak jak by tego chcieli. A oczekują, że sami będą szanowani i że będziemy ich prosić o pomoc.

Nie mam z tym problemu,

ale kiedy dzwonię, że potrzebuję pomocy u siebie w domu to zaraz słyszę” nie mam czym przyjechać” albo” przecież i tak jedziesz do miasta to zajedź do nas.” Czyli ja mam poświęcić dodatkowy czas żeby do nich zajechać i wtedy oni mi łaskawie pomogą?  Ja mam za każdym razem dzwonić i pytać czy mogą coś dla mnie zrobić? W imię czego? Bo im się to należy? Wcześniej sobie na takie coś pozwalałam. Żyłam w środku całego tego bałaganu i nie dostrzegałam, że mnie nie szanują. Nie umiem teraz się z tego wyplatać. Nie umiem egzekwować szacunku wobec siebie. A chciałabym być szanowana.

Prokrastynacja. Odłóż odkładanie na zawsze – #CZYTAJNIK# cz. 115

Prokrastynacja. Odłóż odkładanie na zawsze to książka, która podpowiada jak robić rzeczy, które są do zrobienia a nie mamy na nie ochoty. Przedstawia 150 różnych sposobów na to jak ruszyć tyłek i zrobić coś, co odkładamy. 

Piotr Modzelewski – Prokrastynacja. Odłóż odkładanie na zawsze

Wydawnictwo: e-bookowo.pl, 2018

Liczba stron: 338

Krótko o książce

Piotr Modzelewski w swojej książce przedstawia powody, jakimi kierujemy się podczas podejmowania decyzji o odkładaniu. Rozkłada je na czynniki pierwsze i pokazuje, w jaki sposób je „rozpracować” i przestać wreszcie odkładać.

Czytaj dalej „Prokrastynacja. Odłóż odkładanie na zawsze – #CZYTAJNIK# cz. 115”
tablice do planowania

#PLANOWANIE# Tablice do planowania

Tablice do planowania to wreszcie jakiś inny wpis niż recenzja czy podsumowanie miesiąca. 

Nie odkryję tutaj Ameryki, ale chciałam podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami odnośnie tablic do planowania. Tablicę korkową mam już dość długo. Magnetyczną zamówiłam niedawno. I bardzo szybko dostrzegłam plusy jej posiadania.

Tablice do planowania – tablica korkowa

Tablicę korkową mam w biurze. Trzymam na niej najważniejsze ściągi potrzebne do pracy oraz inne niezbędne dane, po które często sięgam. Dzięki temu, że mam tutaj np. najważniejsze daty związane z samochodem (ubezpieczenie, przegląd, wymiana części itp.) już raczej nie zapomnę zrobić przeglądu w terminie. A zdarzyło mi się to w zeszłym roku!

Moje notatki nie są super kreatywne i profesjonalne, ale pomagają mi w uporządkowaniu pracy i najważniejszych spraw. 

Nie pamiętam już gdzie kupiłam moją tablicę, ale na allegro można znaleźć sporo np. tutaj. Są też takie mieszane korkowe i magnetyczne np. tutaj

Tablice do planowania – tablice magnetyczne

Z tablicy magnetycznej na lodówkę jestem bardzo zadowolona. Moją, jak widzicie na zdjęciu otaczają magnetyczne koty własnej roboty. 

Nie jest ona jakaś pięknie ozdobiona (nie umiem kreatywnie pisać i malować), ale jest bardzo praktyczna. Moje akcesoria kupowałam tutaj (1, 2, 3). Planuję na niej listę zakupów. Ostatnio działam w ten sposób, że duże zakupy robię raz w tygodniu, a potem ewentualnie dokupuję owoce i warzywa. Dzięki tej tablicy lista zakupów tworzy się na bieżąco. Kiedy coś się skończy od razu ląduje na liście. Jak planuję posiłki to tylko dopisuję brakujące rzeczy, robię potem zdjęcie i jadę do sklepu. 

Plan posiłków przyczepiłam na kartce, ponieważ poprzedni był tydzień napisany i ciężko było zmazać. Więc dla oszczędzenia tablicy  spisałam plan posiłków na kartce. 

Jak inaczej wykorzystać tablice?

Ja moje tablicę wykorzystuję głownie do planowania i pilnowania najważniejszych rzeczy, ale można je wykorzystać jeszcze do innych celów. 

Tablice na lodówkę można wykorzystać jeszcze na kilka sposobów. Ja jak widzicie z kilku kolorowych tablic wycięłam sobie koty. Inne wykorzystałam żeby stworzyć listę mrożonek, które mam w zamrażalniku. 

Można też pisać na nich plan dnia czy ważne rzeczy do zrobienia.

Myślę, że ciekawym sposobem byłoby pisanie słówek czy zwrotów w języku obcym jeśli chcemy się ich nauczyć. 

Tablicę korkową można wykorzystać na stworzenie własnej galerii lub popularnych teraz map marzeń z planami na cały rok. Łatwo tam zmienić układ i nie musimy niczego wbijać w ścianę czy przyklejać. 

Korzystacie z takich tablic? Dajcie znać jak macie jeszcze inne pomysły na ich wykorzystanie.