Podsumowanie marca

Standardowo najpierw krótki filmik. Oto jak minął mi marzec.

Co się działo?

W marcu skupiłam się głównie na zmianie pracy. Nie musiałam się mocno klimatyzować, bo nie było do czego. Poznałam szefa, współpracowników i tyle. Ale sporo się działo dziwnych rzeczy, które trzeba było rozwiązać. I tak czas uciekał na wyjazdach i pracy z samochodu. Potem emocje dały o sobie znać i kilka dni chodziłam struta. Ale przez weekend się wyluzowałam.

Oprócz tego nadrabiałam jakieś inne zaległe rzeczy i właściwie niewiele innego co byłoby warte uwagi się wydarzyło.  Starałam się gdzie s przemycić trochę sportu. Tym razem zamiast rolek trafiło na rower. Ćwiczyłam też trochę w domu, ale nie ma żadnych efektów.

Marzec to wiosna i trochę lepsza mobilizacja. Mam kilka planów do wykonania na najbliższy czas. Dzieliłam się nimi w jednym z wpisów. Mam nadzieję, że czas wreszcie się zatrzyma i będę mogła po kolei je realizować. Chciałabym zacząć od szafy i siebie samej. Żebym przed nikim nie musiała się wstydzić. Kolejny raz chcę więcej ćwiczyć i osiągnąć jakieś efekty. Wiem, żę można, bo raz mi się udało. Ale mam za mało motywacji, nie potrafię sama się zmobilizować, a towarzyszki lub towarzysza znaleźć nie mogę.

Filmy

W marcu udało mi się obejrzeć sześć filmów. Jak na mnie to dość sporo. Porady na zdrady, Pani z przedszkola, Sztuka kochania, Los numeros, Spider Man Home Coming, Azyl. Tym razem spory rozrzut gatunkowy. Komedia romantyczna, film obyczajowy, biografia, komedia kryminalna, fantasy i coś na faktach.

Książki

Udało mi się przeczytać i zrecenzować dwie książki i jeden poradnik. Jedna polska i jedna francuska. Obie mi się podobały. Poradnik też coś wniósł do mojego życia. Staram się czerpać wiedzę ze wskazówek i budować pewność siebie. Wszystkie recenzje podlinkuję na końcu wpisu.

Wczoraj zaczęłam czytać Dylematy Laury, ale okazało się, że to starsza wersja Singielki w Londynie. Kiedy już się zorientowałam (po ok 20 stronach, wcześniej coś mi nie pasowało, ale pewne imię zapadło mi w pamięć), włączyłam inną książkę z czytnika. I tym zastanawiałam się czy na pewno jest w całości, bo wersja papierowa ma 700 stron a u mnie jest tylko 277. I tyle było z mojego czytania. „Lekko” się zdenerwowałam i znalazłam sobie inne zajęcie.

POSTY W MARCU

#CZYTAJNIK# cz. 78 Magdalena Kordel – Pejzaż z aniołem

 

http://zaplanujzycie.pl/zmienilam-prace-co-dalej/

Jak zdobyć pewność siebie?

Co robić wiosną?

#CZYTAJNIK# cz. 79 Guillaume Musso – Dziewczyna z Brooklynu

Podsumowanie lutego

Jeszcze kilka dni temu myślałam, że nie będę miała co pokazać na filmiku z lutego. Ale jednak nazbierało się trochę materiału. Zapraszam na filmik i do czytania.

Co się działo?

W lutym dość często chodziłam na basen. Zaczęłam ogólnie więcej się ruszać i moje ciało odczuło to raczej źle. Przez tydzień bolał mnie kręgosłup. Kilka wizyt na basenie i masaże wodne załatwiły sprawę. Dodatkowo trochę jogi i już jest ok. Postawiłam sobie diagnozę, że plecy bolą mnie od małej ilości ruchu albo od tego, że nagle zaczęłam się ruszać więcej. Fizjoterapeuta to potwierdził. Pisałam niedawno, że chciałabym odżywiać się zdrowiej i zgubić kilka zbędnych kilogramów. Odżywianie wychodzi ok, ale waga niestety niewiele się zmieniła od tego czasu. Liczę na to, że to jest proces długotrwały i na efekty będę musiała trochę poczekać. Ogólnie po samej zmianie sposobu odżywiania czuję się lżej.

Pogoda w tym miesiącu dopisała! Miałam okazje jeździć na rolkach i spacerować w miłych okolicznościach przyrody. Aż przyjemniej wychodziło się na powietrze. Sporo spacerowałam z piesełami, zdarzyło się nawet wspólne bieganie. Udało się zrealizować jeden z moich celów na luty. Zrobiliśmy sobie mały piknik na powietrzu. Jednego dnia rano byłam na lodowisku, a za dwie godziny spacerowałam nad jeziorem i łapałam promienie słoneczne.

Filmy

Udało mi się obejrzeć pięć filmów. Dwa z nich zrecenzowałam tutaj i tutaj. Ponadto obejrzałam jeszcze Zimową opowieść, Złodziejski kodeks i Cienkiego Bolka. Tak się złożyło, że żaden z tych filmów nie był odmóżdżający, co u mnie zdarza się bardzo rzadko. Najmniej ambitny był Cienki Bolek., ale mimo wszystko mogę go polecić. Jeśli chcesz obejrzeć jakąś komedię to warto sięgnąć po ten tytuł.

Książki

Tutaj luty zdecydowanie został z tyłu za styczniem. Przeczytałam 2,5 książki. Jeśli czytaliście poprzednią recenzję to wiecie dlaczego. A jeśli nie to przeczytajcie. Na marzec jak zwykle mam ambitne plany czytelnicze, ale zobaczymy jak wyjdzie. Będę miała trochę mniej pracy (przynajmniej tak się zapowiada) więc może uda się przeczytać więcej książek. Na biurku leży już Brian Tracy – Potęga pewności siebie, której recenzja miała być dawno temu. Zaczęłam słuchać jej w formie audiobooka w czasie relaxu i nie dokończyłam. „Mój” audiobook z youtuba został usunięty, więc znalazłam wersję papierową i wypożyczyłam z biblioteki. Nie jest mega gruba więc zakładam, że w najbliższym czasie skończę ją czytać.

To chyba tyle jeśli chodzi o mój luty. Marzec zapowiada się ciekawie. Szykuje się jeden wyjazd, który pozwoli przy okazji na odwiedziny u koleżanki.

POSTY W LUTYM

#CZYTAJNIK# cz. 75 Monika Hołyk-Arora – Układanka Szczęścia

Baby driver, czyli kierowca mafii – recenzja

#PLANOWANIE# Moje kroki do szczęścia + recenzja Drive

#CZYTAJNIK# cz. 76 Nicholas Sparks – Szczęściarz

#CZYTAJNIK# cz. 77 Jonas Jonasson – Analfabetka, która potrafiła liczyć

Internetowy kurs księgowośći czy warto?

 

Mój styczeń – podsumowanie miesiąca

Styczeń już za nami. Sama nie wiem czy mi się dłużył czy minął szybko. Chyba pól na pół. Ale jest dość dobrze wykorzystanym miesiącem. Obejrzyjcie krótki filmik a potem zapraszam na część opisową.

Jak widzicie na filmiki byłam nad morzem. W tym samym miejscu co w zeszłym roku, ale w innym hotelu. Swoją drogą ten poprzedni był lepszy. I cenowo wypadał korzystniej. Ale to nic. Dla mnie ważniejsze jest samo morze i klimat niż jakiś tam hotel. Nie mam dużych wymagań w stosunku do noclegów. W górach (gdzie byliśmy w grudniu) były gorsze warunki, ale za to lepszy klimat.

Nie poczyniłam jakiś specjalnych planów na styczeń. Chciałam go po prostu dobrze przeżyć. I udało mi się. Do BuJo w miejsce do zrobienia po prostu dopisałam to co udało mi się zrobić. I tak zrealizowałam trzy punkty: pójść na lodowisko, spacerować po mrozie i pojechać nad morze. Na luty mam już dwie rzeczy w planach, ale zobaczymy jak wyjdzie.

Codziennie w drodze do pracy napawałam się pięknym widokiem wschodzącego słońca. A jak napadało trochę śniegu to zachwycałam się oszronionymi drzewami.

Co poza tym?

Ten miesiąc był dość pracowity i obfitował w zawirowania dotyczące pracy. Ale udało się wszystko poukładać. I jakimś cudem znalazłam sporo czasu na czytanie i oglądanie filmów. Przeczytałam pięć książek. Recenzja piątej ukarze się niedługo, ale wczoraj skończyłam czytać. Z filmów w styczniu obejrzałam: 7 krasnoludków. Historia prawdziwa, Ciemniejsza strona Greya, Pan, Grudniowa panna młoda, Monster truck, Bebe świnka z klasą, Turysta i Miszmasz, czyli kogel-mogel 3. Tego ostatniego na blogu pojawiła się recenzja. Wszystkie z tych filmów mi się podobały, chociaż są różnorodne.

W kwestii sportu i diety niewiele się zmieniło. Jednak książka Układanka szczęścia trochę mnie zmobilizowała i planuję w lutym wprowadzić kilka zmian.

Na blogu wyjątkowo pojawiło się sporo wpisów. Mam nadzieję, że będą dla was wartościowe i skorzystacie.

Podsumowując

Styczeń pomimo zawirowań wykorzystałam produktywnie i jestem zadowolona. Znalazłam sporo czasu na odpoczynek. A resztę wolnego spędzałam z rodziną. Mam nadzieję, że luty będzie równie dobry albo nawet i lepszy.

POSTY W STYCZNIU

2018 dziękuję za

#CZYTAJNIK# cz. 72 Magdalena Kordel – Okno z widokiem

Ksiądz chodzi po kolędzie

 

Miszmasz, czyli kogel-mogel 3

Mam marzenie

Jak wam minął styczeń?

Mój grudzień – podsumowanie miesiąca

Mam jeszcze kilka dni urlopu. Wykorzystuję go na podróże i zaległości w dokumentach firmowych. Wiem, że jak wrócę do pracy to mam dużo zadań do wykonania. Chociaż niektórzy nie potrafią uszanować mojego urlopu i ciągle dzwonią z pytaniami. Mam ochotę zablokować na ten czas telefon albo włączyć go w tryb samolotowy, ale chyba mam za miękką dupę i nie potrafię tak całkiem się odciąć. Chociaż przyznam, że pięć dni byłam całkowicie offline. I nawet mnie nie ciągnęło do przeglądania sieci. To zasługa zmęczenia.

Zobaczcie co robiłam w ostatnim miesiącu 2018 roku.

Ubierałam choinkę, byłam w zoo we Wrocławiu i jeździłam na nartach. Tak w skrócie wyglądał u mnie grudzień. Na urodziny byłam w restauracji i pierwszy raz w życiu jadłam risotto. Było bardzo dobre.

Co poza tym?

Święta spędziłam w gronie rodzinnym. Pierwszy raz miałam w domu tyle gości, że prawie zabrakło miejsca na usadzenie wszystkich, ale też pierwszy raz goście zjawili się spontanicznie i bez zapowiedzi. Ja lubię takie wizyty, ale nie zawsze jest to możliwe ze względu na pozostałą część rodziny. W tym wypadku na szczęście wszyscy byli zadowoleni.

Z planów na grudzień  nie zrealizowałam dwóch. Nie piłam kakao pod kocem i nie odbyłam długiego spaceru. Chociaż z tym drugim to można uznać za zaliczone. Przecież kilka dni spędziłam w całości na dworze i na śniegu, z tym, że zamiast spacerować jeździłam na nartach. Jak myślcie można to zaliczyć jako zrealizowane?

Moja strona z krokami w grudniu jest dość zróżnicowana, ale ogólnie patrząc chodziłam sporo. Zegarek nie zlicza jazdy na nartach i pływania. Są to same kroki. 

Spróbuję stworzyć wpis o moim nowym BuJo.

Blogowo oczywiście nie wypadłam najlepiej. mam pomysły na nowe wpisy, ale brakuje mi motywacji. Czas wolny wolę poświęcić na coś przyjemnego lub ewentualnie na coś, co przyniesie mi korzyści finansowe. Z blogowania nie zrezygnuję, ale dopóki nie osiągnę dodatkowego źródła dochodu to nie będę tu za często. Chyba, że faktycznie będę miała nadmiar wolnego czasu.

Czytelniczo średnio. Przeczytałam dwie książki. Udało mi się jednak obejrzeć kilka filmów i jeden serial. Obejrzałam film katastroficzny San Andreas. Reklama była dla mnie bardzo zachęcająca, ale nie zawiodłam się. Film Świąteczny w tym roku to Witaj Święty Mikołaju z serii W krzywym zwierciadle. Z filmów widziałam jeszcze Oszukane. Serial to Seria Niefortunnych Zdarzeń z Netflixa a pozostałe to bajki: Sing, Trolle i Hotel Transylvania 3.

To chyba wszystko, czym chciałabym się tutaj podzielić. Odnośnie planów na kolejny rok jeszcze nic nie piszę. Po urlopie, albo na jego koniec zastanowię się nad tym, co mnie czeka i co chciałabym zrealizować. Myślę. że o tym też będzie jakiś wpis.

Podsumowując

Rok 2018 był rokiem udanym. Były momenty lepsze i gorsze. Miałam dwumiesięczne chorobowe, ale później nie działo się raczej nic poważnego jeśli chodzi o zdrowie. Chociaż tamta „przygoda” ciągnie się dalej i prawdopodobnie zostanie ze mną na długo. Nie przeszkadza jednak w normalnym funkcjonowaniu, a ja nie jestem osobą, która stresuje się rzeczą, na którą nie do końca ma wpływ. To, że coś nie wygląda do końca estetycznie, ale jest wynikiem jakiegoś zdarzenia, nie powoduje u mnie frustracji i braku akceptacji. Akceptuję to co mam i do tego się dostosowuję. Nawet jeśli wygląda to nie do końca estetycznie i niektórym może przeszkadzać.

W Nowym Roku życzę sobie i Wam aby cieszyć się życiem i korzystać z niego w najlepszy dla nas sposób. Otaczajmy się ludźmi, którzy dają nam dobro i sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi. Starajmy się unikać sytuacji stresujących i złych, a jeśli już są uczmy się je akceptować. Cieszmy się życiem. Tak zwyczajnie.

POSTY W GRUDNIU

Jak zamierzam spędzić grudzień?

#CZYTAJNIK# cz. 70 Marta Matulewicz – Singielka w Londynie. Stare miłości i nowe rozterki

 

Świąteczne ciastka korzenne

#PLANOWANIE# Jak nie popaść w tarapaty finansowe kiedy nie masz stałej pensji

#CZYTAJNIK# cz. 71 Charlotte Link – Nieproszony gość

Świąteczne ciastka korzenne

Miałam ostatnio dwa ciężkie dni z rzędu. Niestety tuż po urodzinach, ale jakoś przetrwałam. Dlatego dla osłody i po jednym spokojniejszym już dniu postanowiłam upiec ciastka, które trochę przypominają pierniki oraz są idealne na tę porę roku, kiedy często decydujemy się na przyprawy korzenne. Przyprawy te kojarzą się ze świętami i zimą, dlatego, że mają swój niepowtarzalny, słodki aromat.

Dla chętnych wersja filmowa. Nagrałam tylko kilka czynności, nie udało mi się nagrać całego przebiegu pieczenia.

Ciastka pochodzą z przepisu na opakowaniu takiej właśnie przyprawy. Bardzo polecam je upiec, ponieważ robi się je bardzo szybo, a w czasie oczekiwania spokojnie można przygotować inną potrawę lub posprzątać kuchnię przed świętami.

Świąteczne ciastka korzenne

Czas przygotowania: 10 minut + 45 minut oczekiwanie + ok. 20 minut wykrawanie

Porcje: około 20 sztuk

Składniki:

  • 300 g mąki (ok 2 szklanki)
  • 200 g masła lub margaryny
  • 100 g cukru pudru, (ja dałam 4 łyżeczki zwykłego cukru)
  • 2 żółtka
  • opakowanie przyprawy korzennej

Przygotowanie:

Wszystkie składniki zagnieść i schować do lodówki na 45 minut. Po tym czasie powycinać ciasteczka i piec w temperaturze 210 stopni ok 12-15 minut (do zarumienienia).

Polewa:

  • 25 ml śmietanki
  • po 50 g czekolady deserowej, czekolady mlecznej i masła
  • przyprawa do dań słodkich (nie jest wymagana, ale z powodzeniem można zastąpić ją np. odrobiną cynamonu)

Przygotowanie:

Śmietankę zagotować i zakręcić. Mieszając dodać czekoladę i kawałki masła. Mieszać do rozpuszczenia i posmarować ciasteczka.

 

Moje ciastka wyszły mało słodkie, ponieważ wiedziałam, że słodka będzie polewa dlatego dodałam mniej cukru. A ciastka w połączeniu z polewą są już idealne i umilą każdą przedświąteczną kawę. Nie przepadam za zbyt słodkimi wypiekami dlatego staram się zawsze dodawać mniej cukru niż w przepisie.

Mam nadzieję, że skusicie się na takie ciasteczka. Dajcie znać czy Wam smakowały.