365 dni – Blanka Lipińska, #CZYTAJNIK# cz. 111

365 dni to według opisu z okładki Ojciec chrzestny i 50 twarzy Greya w jednym. Ciężko mi porównać, ponieważ nie znam Ojca chrzestnego (dopiero zaczynam nadrabiać klasyki). Zapraszam jednak na recenzję.

Blanka Lipińska – 365 dni

365 dni

Wydawnictwo: Edipresse, 2018

Liczba stron: 472

Krótko o książce

Abstrakcyjna historia o miłości do dziewczyny, którą Massimo sobie wyśnił. Mimo tego, że cała fabuła jest osadzona w czasach rzeczywistych to sam pomysł na to, że bohater zakochuje się w nieznajomej dziewczynie i od razu wie jak ona ma wyglądać to totalna abstrakcja. Jej portrety są wszędzie i bardzo dużo osób ją zna mimo tego, że nigdy wcześniej jej nie widzieli.

Massimo porywając Laurę daje jej 365 dni na to, żeby dziewczyna go pokochała. Oczywiście Laura zakochuje się o wiele szybciej i postanawia z nim zostać układając sobie życie. Nic dziwnego skoro ma takie luksusy. Wiele dziewczyn by się skusiło.

Massimo odkrywa przed nią tylko fragment swojego życia. Dla Laury i to jest momentami zbyt brutalne. Pokazuje jej za to jakie ma zdolności w zaspokajaniu kobiet i czym może się poszczycić.

Moja subiektywna ocena

Po obejrzeniu filmu (tutaj moje wrażenia) wiedziałam już czego spodziewać się podczas czytania. Zdziwiło mnie mocno to, że film kończy się inaczej. W książce jest jeszcze jeden rozdział, który w filmie został pominięty. Po obejrzeniu go zastanawiałam się po co jest druga część książki skoro Laury miało nie być.

Ogólnie czytało się spoko. Ani dobrze ani źle. Nic mnie nie odstraszało, ale też nic mnie nie ciągnęło specjalnie.

Co do porównania z Greyem to chyba w Greyu pikantne sceny są lepiej opisane.

Moja ocena: 3,5/5

Kolejna recenzja: Alek Rogoziński – Teściowe muszą zniknąć

Czytaliście? Podobało się wam?