#CZYTAJNIK cz. 84 Nicholas Sparks – Z każdym oddechem

z każdym oddechemNicholas Sparks – Z każdym oddechem

Wydawnictwo: Albatros, 2018

Liczba stron: 368

Tłumaczenie: Maria Olejniczak-Skarsgard

Moje wrażenia po przeczytaniu książki

Z każdym oddechem to najnowsza powieść Nicholasa Sparksa. Kto zna jego historie ten wie, że warto ją przeczytać dlatego dzisiaj zapraszam na krótką recenzję. Oczywiście jak zwykle z mojego punktu widzenia i bez spoilerowania.

Jak zwykle zawiła i trudna historia miłosna. Bohaterowie podejmują decyzje, które później dają się we znaki i powodują narastanie żalu i tęsknoty. Uczucia opisane po mistrzowsku. Spokojnie można poczuć to samo co bohaterowie.

Hope potrzebuje spędzić trochę czasu w samotności. Wyjeżdża więc do wakacyjnego domku w Sunset Beach. Spędza czas ze swoim psem i spaceruje po plaży. Natomiast Tru przyjeżdża do Sunset Beach aby po latach poznać swojego ojca. W oczekiwaniu na jego przybycie poznaje Hope, która mieszka po sąsiedzku i miło spędzają ze sobą czas. Dziewczyna pokazuje mu skrzynkę na listy Bratnia Dusza, która odgrywa w historii dość istotną rolę. Niestety wspaniałe chwile dobiegają końca i ścieżki tych dwojga rozchodzą się. Tru wraca do Zimbabwe a Hope zakłada rodzinę. Jak dalej potoczą się ich losy? Musicie przeczytać sami.

Moja subiektywna ocena

Przeplatanka uczuć. Szczęście, radość, miłość i wszystkie pozytywne emocje przeplatają się z tęsknotą, smutkiem i żalem. Są momenty uniesienia i są momenty wielkiego smutku. Ponadto bliscy głównych bohaterów chorują i stwarzają dodatkowe problemy. Zarówno Hope jak i Tru próbują żyć normalnie z dala od siebie, ale niestety nie jest to dla nich łatwe. Decydują się jednak posłuchać głosu serca.

Nic więcej nie mogę napisać, bo za wiele bym zdradziła. A wtedy nie będzie przyjemności z czytania. Mam nadzieję, że korzystacie z moich rekomendacji (jeśli mamy podobny gust odnośnie gatunków czy autorów). Chociaż ja ostatnio czytam bardzo różne gatunki i przebieram w tytułach. Szkoda tylko, że czasu na czytanie jest tak mało.

Moja ocena: 4,5/5.

Kolejna recenzja: Beth O’Leary – Współlokatorzy

Zobacz mnie w mediach
Podziel się
FacebookEmailTwitter