Czego mi brakuje do pełni szczęścia

Szczęście, niby takie proste i pozytywne słowo. Czy każdy z nas umie je odnaleźć?

Zainspirowana książką Ani postanowiłam zastanowić się nad tym czego mi brakuje do pełni szczęścia. I doszłam do wniosku, że niewiele.

Każdy z nas ma inne potrzeby i inne priorytety.

Nie wchodzę nikomu z butami do życia i nie będę wypowiadać si na temat tego kto, jak bardzo jest szczęśliwy. Przytoczę tylko kilka anonimowych przykładów. I napiszę oczywiście o sobie.

Koleżanki ze szkoły mają rodziny, dzieci, niektóre własne mieszkania, a niektóre mieszkają u rodziców czy teściów. Raczej są szczęśliwe. Nic mi nie wiadomo żeby było inaczej.
Koleżanki ze studiów podobnie. Mimo wcześniejszych zawirowań poukładały sobie życie i czują się szczęśliwe. Cieszę się ich szczęściem.

A ja? Ja mam prawie wszystko czego mi potrzeba.

W punktach wypunktuję najważniejsze dla mnie rzeczy, dzięki którym czuję się szczęśliwa.

  1. Dokładnie trzy lata temu miałam na sobie najpiękniejszą suknię ślubną. Wyglądałam i czułam się jak księżniczka. Teraz często zakładam sukienki, ale chyba w żadnej nie poczuję się tak cudownie.
  2. Znalazłam swoją drugą połówkę. I chociaż nie zawsze jest pięknie i kolorowo, nie wymieniłabym go na nikogo innego.
  3. Miałam nietypową, ale bardzo udaną podróż poślubną.
  4. Mam rodzinę, która jest w komplecie i wszyscy się szanują.
  5. Posiadam dom, w którym zawsze jest przytulnie, ciepło i miło.
  6. Mam czas na spacery, bieganie, czytanie książek i nawet na oglądanie głupot w telewizji.
  7. Znajduję czas na kawę w doborowym towarzystwie bądź w samotności.
  8. Od czas do czasu wyjeżdżam gdzieś i odrywam się od codzienności. Często w pięknych okolicznościach przyrody.
  9. Chociaż czasami bywają gorsze dni, jest więcej do zrobienia albo dzieje się coś innego, co nie do końca jest dobre, staram się dostrzegać zawsze jakieś pozytywne strony i mimo wszystko się uśmiechać.
  10. Mam dobre wykształcenie i znam języki obce na tyle, że nie mam problemów z pracą. Głównie na nich na ten moment opiera się moja praca. Chociaż pisze też teksty.

I to jest właśnie ta rzecz, której brakuje mi do szczęścia. Brakuje mi niezależności od czasu pracy. Możliwości wylegiwania się w łóżku i ogarniania pracy kiedy mi się chce, a nie wtedy kiedy trzeba.

I co z tym zrobić?

Teraz, kiedy jesień już zawitała na dobre odczuwam tą potrzebę jeszcze bardziej. Coraz gorzej jest zwlec się z łóżka o 6:30 żeby od 8 zacząć już pracę. Brakuje czasu na spokojne śniadanie, na powolną kawę. Śniadanie zwykle przygotowuję dzień wcześniej żeby pospać te dziesięć minut dłużej.

Ale ta moja „potrzeba” jest kroplą, która nie jest w stanie zakłócić szczęścia które mam. Bo jak każdy mogę mieć czasami gorsze dni. Nie jest to potrzeba wielkiej wagi, ani pierwszego rzędu (tak to się nazywa?). Patrząc na potrzeby innych, myślę, że moja to taka mało istotna błahostka, z którą da się żyć.

Na ten moment jest to jednak jedyna rzecz, której mi brakuje. Więc teoretycznie jestem szczęśliwym człowiekiem. I tak też się czuję.

 

I Wam życzę żebyście byli szczęśliwymi ludźmi.

Zobacz mnie w mediach
Podziel się
FacebookGoogle+EmailTwitter