Nad lawendowym morzem – Karolina Załuska, #CZYTAJNIK# cz. 90

Długo nie mogłam zabrać się za czytanie czegoś nowego. Zmieniłam zdanie i zamiast Drive  skusiłam się na nowość. Nie był to najlepszy wybór. Zapraszam na recenzję.

Karolina Załuska – Nad lawendowym morzemnad laewndowym morzem

Wydawnictwo: Novae Res, 2019

Liczba stron: 392

Moje wrażenia po lekturze

Cóż tu dużo mówić. Skusiła mnie okładka. Kolejna książka, którą „zmęczyłam.” Myślałam, że czytanie pójdzie łatwo, bo dość jest tu fajny podział na części. Niestety wszystko się strasznie ciągnie.

Niby książka o depresji i ludziach, którzy spotykają się w jednym miejscu żeby opowiadać sobie swoje historie, ale mnie nie przekonała. Może dlatego, że porusza trudne tematy. Nie wiem, nie umiem określić dlaczego mi się nie podobała. Przeczytałam do końca, ale gdybym wcześniej znała treść (nie opis), nie sięgnęłabym po nią.

 

Moja subiektywna ocena

Dla mnie za mocno to wszystko skomplikowane i zawiłe. Może dlatego, że lubię proste historie z happy endem. A to jest książka z tych „cięższych”. Ładna okładka kusi do czytania. A jak się przekonałam okładka nie zawsze odzwierciedla treść. Często jednak wybieram książki po okładce. Taka nasza natura, że często wybieramy oczami, a potem okazuje się, że wybór nie był trafny. Jak to mówią czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. A czasami oczy chcą, ale ciało, głowa czy inne części ciała niekoniecznie. I tak było w tym przypadku. 

Moja ocena: 3/5.

Kolejna recenzja – James Sallis – Drive

Nie wiem jak u Was, ale u mnie ciepły sweterek i szaliki to teraz nieodłączny element garderoby. Dzisiaj było 5 stopni. Brr. 

 

Zobacz mnie w mediach
Podziel się
FacebookEmailTwitter