Moje pierwsze prace zarobkowe

Widziałam takie wpisy na kilku blogach. Pierwsze siedem prac czy jakoś podobnie się nazywają.  Przyszła więc kolej i na mnie. Opowiem jakie były moje pierwsze prace.

Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że pierwsza praca jest czymś ważnym dla każdego z nas. Zobaczcie jakie były moje pierwsze prace.

Mam to szczęście (albo nieszczęście), że do pracy poszłam dopiero po szkole. Ale zacznijmy od początku. Bo miałam po drodze jakieś mniejsze prace.

Pierwsza praca

O ile dobrze pamiętam to pierwszą pracę miałam jakoś w szkole podstawowej. Wiadomo, że była to praca dziecięca i mało poważna, ale dla takiego szkolniaka to poważny biznes. Z koleżankami robiłyśmy różne „arcydzieła” i rozstawiałyśmy stolik na rogu ulicy próbując coś sprzedać. Chyba nawet udało się zarobić parę groszy.

Dodatkowo miałyśmy próby sprzedaży zbiorów z ogródka. Jabłka, ogórki itp. Też jakieś małe pieniądze z tego były.

Kolejne prace

Z racji tego, że nie musiałam, a wewnętrznie nie miałam potrzeby iść do pracy, nie pracowałam na poważnie ani w gimnazjum ani w technikum. Znalazłam sobie jedna dodatkowe zajęcia, które pozwoliły mi na zarobienie trochę grosza tylko dla siebie, na swoje wydatki. A że potrzeb nie miałam nigdy zbyt dużych to te pieniądze spokojnie mi starczały. Doliczając do tego jeszcze kieszonkowe, miałam naprawdę dobrze prosperujący budżet.

Zajmowałam się w tym czasie sprzedażą kosmetyków od jednej ze znanych firm, które prowadzą sprzedaż poprzez konsultantki udostępniając nam swoje katalogi. Z każdego zamówienia konsultantka ma jakiś rabat na wszystkie produkty i dodatkowo kilka prezentów od firmy. Obłowiłam się kosmetykami na długi czas. A swoim klientkom zawsze starałam się dorzucić coś od siebie (drobny upominek kosmetyczny). Biznes kręcił się dość dobrze, ale że nigdy nie byłam specjalnie towarzyska, to po skończeniu szkoły już nie umiałam znaleźć klientek. Może byłam za mało aktywna w tej kwestii. Zabrakło mi determinacji. I tak chwilowo nie jestem żadną konsultantką i wiem, że do handlu się nie nadaję. Nie umiem nawet sprzedać zwykłych rzeczy codziennego użytku, które mi się już nie przydadzą.

Zrobiłam kurs na paznokcie, który też miał dać mi dodatkowe pieniądze. Niestety nie umiem znaleźć sobie klientek.

Bardziej poważne prace

Właściwie skoro zaraz po szkole poszłam do pracy to każda kolejna praca, o której napiszę była bardziej poważna, bo miała zadanie żeby mnie utrzymać. Nadal mieszkałam z rodzicami, ale potrzebowałam więcej pieniędzy m.in. na to żeby opłacić sobie studia. Nigdy nie chciałam brać na naukę od rodziców. Szczególnie jak już dorosłam. Błąkałam się więc od zakładu do zakładu żeby wreszcie dojść tu gdzie jestem.

praceByłam kasjerką w markecie, pracowałam w księgarni, odwiedziłam firmę produkcyjną. Najpierw na etat i na trzy zmiany a potem drugą (kiedy na kasie też miałam nie pełen etat) na telefon i dwie zmiany. Zahaczyłam też 0 płatny staż w firmie kurierskiej. Każda z tych prac dawała pieniądze, które wystarczyły żeby opłacić czesne i podróże do Poznania, ale nie dały mi satysfakcji ani  pieniędzy, które pozwoliłyby na całkiem samodzielne życie.

Pierwszą poważną pracę (nie licząc tej, którą znalazłam od razu po skończeniu szkoły – o dziwo w zawodzie!) miałam od około 22 roku życia. Byłam jeszcze wtedy studentką więc cieszyłam się, że osiadłam gdzieś na stałe. I od tamtej pory pracuję cały czas w wyuczonym zawodzie. A tamta praca dała mi w kość jeszcze bardziej niż ta pierwsza. Tam nie poradziłam sobie psychicznie z szefem. Tutaj „wykończyła” mnie koleżanka, która prawdopodobnie widziała we mnie konkurencję, chociaż pracodawca nie pozwolił mi pracować na wyższym stanowisku. Byłam od ogarniania papierów. Ale to tam nauczyłam się na czym polega prowadzenie aut i kiedy zaczęli mną pomiatać znalazłam sobie inną pracę gdzie mogłam już robić to, co powinnam. Zarówno ta pierwsza jak i druga praca w transporcie dała mi jednak ogromną wiedzę na temat papierów transportowych i dzięki temu teraz mogę robić wszystko sama. I nikt nie mówi mi, że się nie znam.

A tamten pracodawca jeszcze mnie potrzebował w późniejszym czasie. Tylko, że wtedy to ja byłam górą i to ja stawiałam warunki, na jakich pomogę mu wyjść z potrzasku. Miałam okazję w pewnym czasie zarobić sporo pieniędzy, które potem przydały się w dorosłym życiu na swoim.

Jak jest teraz?

Teraz dalej szukam i łapię dodatkowe zlecenia z copywritingu albo innych rzeczy, na które jest zapotrzebowanie. Ale nie jestem do nikogo przywiązana i sama zarządzam swoim czasem. Mimo tego, że mam umowę o pracę w jednej firmie.

Wszystkie te prace coś mi dały. W każdej z nich czegoś się nauczyłam. Może czasami żałuję, że nie umiałam się lepiej cenić, ale teraz już umiem i nie daję sobą pomiatać. Może nie zarabiam kokosów, ale stać mnie na podstawowe rzeczy, mam dom i własny samochód. A niedługo będę miała coś jeszcze. Ale tego nie zdradzę.

A jak było u was? Podzielcie się swoimi historiami. 

 

 

 

Zobacz mnie w mediach
Podziel się
FacebookEmailTwitter