Jak nauczyłam się jeździć samochodem?

Podziel się
FacebookGoogle+Email

Nauka jazdy samochodem – moja historia.

To, że chcę jeździć samochodem (być kierowca) wiedziałam od dawna. Na kurs prawa jazdy zapisałam się jakieś pół roku przed 18-stymi urodzinami. Pani w szkole nauki jazdy powiedziała, że to akurat, spokojnie wyjeżdżę swoje godziny i tuż po urodzinach będę miała egzamin.

Urodziny mam zimą, więc miało być tak super fajne, że nauczę się jeździć w warunkach zimowych. Akurat jak na złość zima była słaba i nie było za dużo okazji do jeżdżenia w zimowych warunkach. To akurat nie specjalnie wpłynęło na moje umiejętności jazdy.

Było natomiast coś innego

Jak się okazało jazdy zaczęłam jakoś w sierpniu. Teoria była już zaliczona na egzaminie wewnętrznym, został tylko ten właściwy w WORDzie. Jeździłam kilka razy w tygodniu. Instruktor tak układał plan jazdy. Nie szlo mi zbyt dobrze, trenowałam placyk autem rodziców. Ale nadszedł październik a mi zostało 8 godzin do wyjeżdżenia. Do urodzin jeszcze daleko. I pojawiło się pytanie co robić? Wyszło na to, że zrobiliśmy przerwę. Przerwa trwała około dwóch miesięcy. Kiedy wróciłam na jazdy po tym czasie, nie radziłam sobie najlepiej. Musiałam dokupić jeszcze kilka godzin dodatkowo, bo instruktor nie chciał mnie dopuścić do egzaminu. Swoją drogą był przekonany, że nie zdam i bardzo się zdziwił, jak zadzwoniłam do niego z dobrą nowiną.

Skończyło się tak, że udało mi się zdać za pierwszym razem. Bardzo bałam się, że nie będę umiała wyczuć samochodu i będzie mi gasł. Trafiłam na taki, który miał „przyjazne” sprzęgło :). Egzaminator zaznaczył mi kilka drobnych błędów, ale zdałam i dostałam papier.

I tu zaczyna się właściwa historia

jak nauczyć się jeździć samochodem, bo w szkołach nauki uczą pod egzamin, a praktyczna jazda samochodem to zupełnie coś innego.

Ale najpierw wspomnę o tym, że w czasie nauki już na pierwszych jazdach (trzecia i czwarta) miałam wypadki. Żaden nie był z mojej winy, ale dla takiego świeżaka zawsze jest to stres. I jeszcze to czekanie na policję, zajmuje tyle czasu. W pierwszym przypadku „moje” auto zostało zaatakowane metalowym przedmiotem, który spadł z budowy obwodnicy. Instruktor zahamował, nie wiedziałam co się dzieje. Opamiętałam się jak zobaczyłam za nami ciężarówkę, która w nas wjechała. Ponoć między nami a ciężarówką było jeszcze auto osobowe, które zdążyło jakimś sposobem uciec.

Drugi raz, na kolejnej jeździe na skrzyżowaniu wjechał we mnie jakiś nieuważny kierowca. To oczywiście tez jego wina. Tu nie było jakiś poważniejszych uszkodzeń ani nic takiego. Swoje stresy przeżyłam, ale potem do końca miałam już spokój.

To jak z tą historią?

Otóż jak już wspomniałam na naukach uczą tak, żeby można było zdać egzamin. Prawda jest jednak taka, że to są „głupie” nauki. Jak wsiadłam za kierownicę a obok jechali rodzice to łapali się za głowę, bo bali się, że zaraz wjadę w krawężnik. Nauczyli mnie, że skręcać należy wtedy, kiedy przód auta jest już na równi z krawężnikiem (nie wiem czy ktoś to zrozumie :)). Było jeszcze kilka takich dziwnych rzeczy, których uczą na naukach. Nie pamiętam już jakie, trochę czasu minęło.

Do czego jednak zmierzam?

Zmierzam do tego, że tak naprawdę dopóki nie będzie się miało własnego samochodu to ciężko jest nauczyć się jeździć. Ja przez pierwszy okres jeździłam od czasu do czasu, okazjonalnie i motałam się, nie potrafiłam jeździć płynnie. Jeździłam też stale tymi samymi trasami. Kiedy jednak kupiłam własny samochód, wypracowałam sobie własny styl jazdy, dopasowałam się do innych i nikt już nie boi się ze mną jeździć. I ja sama nie boję się już jechać na dłuższe trasy w samotności. Wcześniej nawet bałam się o tym pomyśleć.

Macie jakieś swoje historie związane z nauką jazdy samochodem?

Zobacz mnie w mediach