Dlaczego warto mieć więcej na głowie?

Dużo obowiązków i ciągły brak czasu to domena dzisiejszych czasów. Ciągle za czymś biegniemy, cięgle jest coś do załatwienia i tak mija dzień za dniem. Dlaczego więc uważam, że warto mieć więcej na głowie? Zapraszam do lektury wpisu.

Codzienne obowiązki na głowie

na głowieCodzienne obowiązki jak sprzątanie, gotowanie, ścielenie łóżka, opieka nad dziećmi itp. to coś przed czym nie da rady uciec. Zawsze jednak można znaleźć różne sposoby i tricki, które pozwolą nam na lepsze i szybsze ogarnianie codziennych czynności.

Kiedy się budzisz zanim gdzieś wyjdziesz musisz się ubrać, uczesać czy często pomalować. Taka kolej rzeczy. Zdarza się jednak tak, że jak wstajesz to masz nieporządek w kuchni czy w salonie i się wkurzasz. Źle zaczynasz dzień, bo denerwuje Cię to, że naokoło jest ten bałagan. Jest to kwestia organizacji. Wszystko da się zorganizować. I właśnie o tym jest głównie dzisiejszy wpis. O organizacji.

Napiszę wszystko z własnej perspektywy i doświadczeń. Ostatnio w zeszłym roku miałam dłuższe chorobowe, musiałam odpoczywać. Teraz mam kolejne. I widzę, że to nie jest takie proste. Bo jak człowiek nic nie musi to się rozleniwia i wszystko jest takie nijakie. Nic się nie chce robić a czas ucieka przez palce. Oczywiście nie wszyscy tak mają.

Praca na głowie

na głowiePraca jest tutaj dobrym przykładem. Myślę, że posługując się tym przykładem wyjaśnię o co mi chodzi.

Przed pracą również nie da się uciec. Są tacy, którzy lubią swoją pracę (jak ja :)) i są tacy, którzy za nią nie przepadają, ale często nie mają ambicji żeby coś z tym zrobić. W większości przypadków jest ona jednak pewnym wyznacznikiem. Wyznacza nam jakiś harmonogram, którego powinniśmy się trzymać. Zwykle zaczynamy o konkretnej godzinie i o konkretnej godzinie kończymy. Wiemy wtedy ile czasu mamy na pozostałe czynności i możemy sobie wiele poplanować. Wiadomo, że czasami zdarzają się sytuacje losowe, niezależne od nas, które psują ten nasz wspaniały plan, ale nie warto wtedy się denerwować. Tak musi być i już. Wiem z doświadczenia, że wściekanie się nic nie pomoże.

Widzę po sobie, że kiedy jeszcze pracowałam na etacie dużo lepiej potrafiłam się zorganizować. Wracałam z pracy i znajdowałam czas na ogarnięcie mieszkania, ugotowanie obiadu i przygotowanie lunchu do pracy na kolejny dzień. Wiedziałam ile mam czasu i mogłam oszacować co jest ważne do zrobienia a co można odłożyć. Moja lista rzeczy do zrobienie nie była tak długa jak teraz.

Co stoi na przeszkodzie?

Dzisiaj zarówno kiedy nie pracuję na etacie jak i wtedy kiedy jestem na chorobowym, jestem leniwa. Potrafię siedzieć przed telewizorem czy komputerem i ocknąć się kiedy robi się późno. Oczywiście w międzyczasie pójdę na zakupy czy zrobię pranie, ale inne rzeczy, które powinny być zrobione idą w odstawkę. Nie potrafię się odpowiednio zmobilizować. Planów i pomysłów mam sporo, ale zawsze znajduję sobie lepsze, teoretycznie ciekawsze zajęcie. I tak mija dzień za dniem, a robota do przodu się nie posuwa.

Żeby nie było, nie zawalam terminów i wszystko robię punktualnie. Ale to jest tak, że skoro siedzę przy komputerze i ogarniam robotę w transporcie to przy okazji coś poczytam, coś pooglądam i tak czas zleci. Kiedy jest dobry dzień i robotę uda się szybko zorganizować potrafię odejść od komputera lub ewentualnie zająć się inną pracą albo własnymi pomysłami. Zwalam to zawsze na rynek i na to, że jak nie ma roboty to nie da rady jej wyczarować i mimo wszystko trzeba przed komputerem siedzieć. Tłumaczę sobie, że gdybym zajmowała się tylko pisaniem tekstów to byłoby łatwiej. Potrafiłabym skupić się na pracy, zrobić co trzeba i iść dalej.

A tak to rynek i dostępność ładunków formuje mój dzień i jak nic się nie dzieje to zamiast siedzieć bezczynnie zajmuję się czymś innym. Nie pozwala mi to jednak w pełni skupić się na zadaniu. Nie ma tutaj zadaniowości i organizacji tylko przeskakiwanie. Bo np. piszę sobie coś a tu nagle powiadomienie o nowym ładunku. I trzeba spojrzeć czy to coś wartego uwagi czy nie. A uwaga już skupia się na czymś innym i wątek się urywa. To podobnie jak przy czytaniu. Jak skończę w połowie zdania czy rozdziału to potem mam problem z połapaniem się o czym czytałam. Dlatego myślę, że z jednej strony decyzja o nie zajmowaniu się kilkoma rzeczami na raz jest świadoma i słuszna, a z drugiej potem okazuje się, że dzień nie jest do końca produktywny.

Jak pojadę do miasta żeby ogarnąć robotę papierkową to nie wrócę od razu do domu tylko często gdzieś mnie poniesie albo w międzyczasie muszę ogarniać ładunki. I znowu czas ucieka a ja mam poczucie zmarnowanego dnia.

Jak to rozwiązać?

Nie mam na razie pomysłu jak to przeskoczyć. Wiem, że ta praca w transporcie sporo tutaj miesza, ale póki co to jest moje główne źródło utrzymania i muszę sobie z tym poradzić. Na szczęście są dni kiedy transport ogarnia się szybko i potem spokojnie mogę zając się czymś innym. I nauczyłam się, że  w moim przypadku nie ma sensu planowanie co będzie się działo w kwestii zawodowej czy własnego rozwoju, bo każdy dzień jest inny, każdego dnia inną ilość czasu muszę przeznaczyć na główny zawód a z resztą mogę zrobić co chcę. Nie zmienia to jednak faktu, że nie umiem się dobrze zorganizować i dużo pomysłów odkładam na wieczne potem.

Uważam, że lepiej mieć dużo obowiązków, które są w miarę umieszczone na osi czasu. Można się lepiej zorganizować i dodatkowo znaleźć czas na efektywny odpoczynek. Takie moje oglądanie tv czy siedzenie przy komputerze jest niestety mało efektywne. Lepiej czułam się kiedy faktycznie wiedziałam, że czas na pracę jest między 8 a 16 a reszta to kwestia organizacji. Teraz wszystko mi się rozłazi. Nie umiem efektywnie odpoczywać. Mam nadzieję, że kiedyś opracuję jakiś złoty środek i będę naprawdę zadowolona z życia. (Teraz też jestem, ale ta kwestia bardzo mnie wkurza).

A jak jest u was? Lepiej się organizujecie kiedy macie więcej obowiązków czy potraficie dobrze się zorganizować mając więcej wolnego czasu? 

Zobacz mnie w mediach
Podziel się
FacebookEmailTwitter