#CZYTAJNIK# cz. 77 Jonas Jonasson – Analfabetka, która potrafiła liczyć

Jonas Jonasson – Analfabetka, która potrafiła liczyć

Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 416
Tłumaczenie: Bratumiła Pawłowska-Pettersson

Moje wrażenia po przeczytaniu książki

Autor, który zasłynął „Stulatkiem.” Nawet powstał film  tym samym tytule. Książki nie czytałam, ale film widziałam. Taki szalony, nawet ok. Ta historia też jest dość szalona i pokręcona. Bomba atomowa, która podróżuje razem z bohaterami czy człowiek, który nie istnieje to  nie sa typowe dla nas zjawiska.

Analfabetka to dziewczynka z Afryki południowej, która ma bardzo dobre zdolności matematyczne i od kiedy skończyła 9 lat pracuje jako asystentka. Często dostaje również rolę tłumaczki.

Równolegle mamy historię rodziny, gdzie rodzi się dwoje bliźniaków, ale tylko jeden z nich został wpisany do papierów i istnieje jako obywatel. Drugi nigdzie nie figuruje. Często zamienia się z bratem rolami. Np. brat chodzi do szkoły, ale on zastępuje go kiedy jest sprawdzian. Jest tym bardziej ogarniętym z braci. Pewnego dnia Nombeko i Holger spotykają się przypadkiem na ulicy w Szwecji i od tej chwili trzymają się razem i razem rozwiązują wszystkie problemy.

Wszystko jest osadzone w „naszych czasach.” Jest to lekcja historii najnowszej, ale autor dodaje do niej swoje smaczki. Całość sprawia ważenie historii wyssanej z palca, ale miejsca i fakty, które opisuje autor są realistyczne. Nie wiem czy to miała być komedia czy coś innego. Nie potrafię określić jaki to gatunek. Ja bynajmniej nie śmiałam się podczas czytania.

Moja subiektywna ocena

Akcja rozkręca się bardzo powoli. Mniej więcej od połowy książki chciało mi się ją czytać. Jakoś niechętnie po nią sięgałam wcześniej, ale dałam jej szanse i dokończyłam. W ostateczności nie byłą wybitnie zła, ale zwyczajnie nie w moim stylu. Zdecydowałam się po nią sięgnąć po przeczytaniu jednego z wpisów Natalii, w którym polecała właśnie tę powieść.

Zdecydowanie bardziej wolę romanse, ale tutaj też były uczucia. I to te dość trudne, bo były to uczucia dwojga ludzi, którzy nie mogli zalegalizować swojego związku, ponieważ teoretycznie nie istnieli. Sama historia była nawet wciągająca, ale dopiero od połowy, dlatego tak nisko oceniłam tą pozycję.

Moja ocena: 3/5. Kolejna recenzja: Magdalena Kordel – Pejzaż z aniołem

Zobacz mnie w mediach
Podziel się
FacebookGoogle+EmailTwitter