Czerwone liście – Paullina Simons, #CZYTAJNIK# cz. 88

Paullina Simons – Czerwone liścieczerwone liście

Wydawnictwo: Świat książki, 2014

Liczba stron: 400

Tłumaczenie: Alina Siewior-Kuś

 

Czerwone liście to przytułek dla samotnych kobiet z dziećmi. Kristina pracuje tam i czuje pewną wieź z tymi kobietami. One również darzą ją niezwykłą sympatią.

Moje wrażenia po lekturze

Podobała mi się. Zaskoczyła mnie, ale bardzo mi się podobała. Myślałam, że to historia o przyjaźni i tajemniczym romansie pomiędzy dwójką z nich. Pomyliłam się i to bardzo.

Autorka zbudowała tutaj napięcie, które utrzymała do końca. Najpierw była sielanka i piękne studenckie życie a potem nagle wszystko się „popsuło.”

Mamy tutaj czwórką przyjaciół, którzy spędzają ze sobą bardzo dużo czasu i wiedzą o sobie wszystko. Tak przynajmniej myślą. Po jednym przełomowym wydarzeniu okazuje się jednak, że wielu rzeczy nie wiedzą. Dzięki dochodzeniu bardzo dociekliwego detektywa na jaw wychodzą fakty, które mają duże znaczenie. Dowiadujemy się, że przyjaciel, kochanek i brat to jedna osoba. Chłopak ponoć nie ma rodziny a jego siostra ma tylko matkę i babkę, która niedawno umarła. Detektyw, którego inni nie chcą słuchać, bo nie ma konkretnych dowodów to człowiek bardzo uparty i nieodpuszczający. Sprawa męczyła go na tyle, że po kilku latach wrócił do śledztwa na własną rękę. I je rozwiązał.

Historia jest bardziej zagmatwana. Potrzeba sporo czasu żeby dojść do tego kto jest kim i co naprawdę się wydarzyło.

 

Moja subiektywna ocena

Kreacja bohaterów i w ogóle cały pomysł na fabułę to dla mnie majstersztyk. Praktycznie do samego końca nie wiedziałam jakie są motywy zbrodni, ale wcześniej już podejrzewałam kto jest prawdziwym sprawcą. Paullina Simons żongluje tutaj uczuciami bohaterów i czytelnika. Wzbudzała we mnie wiele skrajnych emocji. Raz się cieszyłam a za chwilę byłam smutna i wręcz momentami zdruzgotana. W jednym momencie czułam sympatię do bohaterów a w innym obrzydzenie. Tylko detektyw jest człowiekiem, który nie wzbudzał we mnie skrajnych emocji.

Bardzo polecam tą książkę. Ani nie jest to romans ani typowy thriller. Taka mieszanka. Powinna przypaść do gustu nawet tym, którzy na co dzień nie czytują sensacji czy kryminałów.

Moja ocena: 4/5.

Kolejna recenzja: Eric Berne – W co grają ludzie

Zobacz mnie w mediach
Podziel się
FacebookEmailTwitter